10-lecie SAP Polska
Historia w oczach SAP-erów
| Słownik SAP-erski |
- Pracownik SAP - SAP-er
- Pracowniczka SAP - SAP-erka
- Wyjazd integracyjny - od-SAP-ka
- Dzieci pracowników SAP - SAP-erzątka
- Czym przyjechałes? - SAP-olotem lub SAP-ochodem
|
 |
To nie będzie kompletna kronika ostatniej dekady. Fakty można bez trudu odnaleźć w licznych dokumentach. Tu przedstawiamy historię firmy odtworzoną na podstawie wspomnień byłych i obecnych pracowników SAP Polska.
Jak to było na początku? I kiedy miał miejsce początek? Formalnie - wiadomo: rejestracja SAP Polska jako spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nastąpiła we wrześniu 1995 roku i od 1 października rozpoczęła ona normalną działalność. Ale przecież ktoś z centrali koncernu musiał tu wcześniej przyjechać, poszukać ludzi, wybrać ich, zatrudnić, ogłosić potencjalnym klientom, że firma powstaje i będzie mieć dla nich ofertę, a zaraz potem, że jest już przygotowana, by sprzedawać swoje produkty i świadczyć usługi.
Na liście obecnych pracowników SAP Polska trzech zaczynało 1 października 1995 r.: Krzysztof Fronc, Dariusz Samól i Jacek Szczepański. Ale pracę dla SAP zaczęli oni wiele miesięcy wcześniej. Tamten czas odcisnął w ich pamięci różne ślady i pozostawił nie zawsze te same daty, nazwiska, fakty. Wszyscy natomiast tak samo wspominają tamte emocje, czyli zapał, a nawet entuzjazm towarzyszący pionierskiemu okresowi życia firmy.
Wrocławskie prapoczątki
Przedstawiciele SAP AG rozpoczęli przygotowania do otwarcia oddziału w Polsce na początku 1994 roku. Ich pierwszym nieformalnym partnerem była wrocławska firma informatyczna CCS. Obok etatowych informatyków miała ona liczne grono współpracujących konsultantów, m.in. Waldemara Falińskiego z miejscowej Akademii Ekonomicznej.
Gdzieś na wiosnę tego roku szefowie CCS zaprosili ich wszystkich na spotkanie z menedżerami przybyłymi z Niemiec. Byli to dr Alfred Wenzel, Eric Socci i Steve Roach. Jak się okazało, reprezentowali SAP AG.

I kongres SAP współorganizował dr Alfred Wenzel. Rolą tej konferencji było edukowanie polskich menedżerów w zakresie informatycznych systemów wspomagających zarządzanie.
Goście opowiadali o swojej firmie, a zaproszeni informatycy przecierali oczy ze zdumienia. Nawet jeśli słyszeli wcześniej o SAP, nie bardzo zdawali sobie sprawę z jego roli na europejskim i światowym rynku informatycznym. Na koniec zapowiedziano rozmowy z kandydatami do pracy.
Uczestnicy tamtego spotkania przyznają, że nie od razu dali się przekonać do aktywnego uczestnictwa we wprowadzaniu SAP na polski rynek. Niektórych musiał namawiać prezes Żdanowiecki z CCS. W ten sposób trafiło do SAP kilka pierwszych osób.
- W pierwszej połowie lat 90. prowadziliśmy z kolegą firmę piszącą oprogramowanie dla przedsiębiorstw. Ambitnie pracowaliśmy nad quasi zintegrowanym systemem, jednak brakowało nam czasu na marketing i sprzedaż. Wtedy trafiłem na ogłoszenie SAP - opowiada Jacek Szczepański, dzisiejszy dyrektor Działu Konsultingu SAP Polska. - Wiedziałem, co to za firma. Zostałem zaproszony na rozmowę z dr Wenzlem i Marcinem Żdanowieckim z CCS. To było we Wrocławiu na ulicy Mydlanej. Zaraz potem zostałem kolejną osobą zatrudnioną, by pracować dla SAP.
Zanim Dariusz Samól, obecnie Business Solution Architect w SAP Polska, trafił do firmy, pracował w gdańskiej spółce informatycznej. Pewnego razu zadzwonił kolega z informacją, że "jakaś" firma w stolicy szuka pracowników. Wraz za aplikacją trzeba było napisać "wypracowanie" o polskiej gospodarce i polskich firmach.
- Napisałem, wysłałem, zapomniałem - wspomina dziś Dariusz Samól. - Aż przyszło zaproszenie do Warszawy na rozmowę. Najpierw była prezentacja firmy, która zrobiła na mnie duże wrażenie, bo po raz pierwszy uświadomiłem sobie jej rangę na rynku biznesowym. A potem musiałem cały dzień czekać na swoją kolej. Byłem pewien: nic z tego nie będzie. Spotkanie odbyło się dopiero późnym wieczorem. Rozmowa była krótka, zaraz po niej dowiedziałem się, że jestem przyjęty. To był luty 1995 r.
Publiczna premiera
Pierwszym zadaniem kilku nowo zatrudnionych pracowników było przygotowanie prezentacji SAP na poznańskich Targach Infosystem '94. Zaproszenie przyjęło ok. 20 menedżerów - potencjalnych klientów. Połączenie modemowe z komputerem w Walldorfie często się zrywało, ale i tak grupa inicjatywna z SAP została zasypana pytaniami, a prezentacja zaowocowała potem kilkoma kontraktami.
W czerwcu 1994 r. kilku pracowników CCS skierowanych do pracy dla SAP zostało wysłanych do biura SAP Czechy. W Pradze przez pół roku zajmowali się lokalizacją systemu finansowo-rachunkowego SAP. Często zaglądał do nich Eric Socci z SAP AG, bo to on był jeszcze wtedy kreowany na szefa polskiego oddziału firmy.
W lutym 1995 r. przeprowadzono kolejną rekrutację nowych pracowników. Nie było kompletu chętnych, bo wciąż tylko nieliczni wiedzieli, co to jest SAP. Nierzadko kandydaci do pracy definiowali zintegrowany system informatyczny jako komputer połączony z drukarką. Z tej rekrutacji trafiło jednak do firmy kilku zdolnych informatyków.
W 1995 roku na kolejnych Targach Infosystem SAP miał już okazałe stoisko, a w ofercie spolszczony system SAP R/3. W miesiącach wakacyjnych system był jeszcze dopracowywany i jego pełna gotowość do implementacji zbiegła się z terminem oficjalnego startu SAP Polska.
Czas entuzjazmu
Według Jacka Szczepańskiego pierwszym projektem zrealizowanym przez SAP Polska był roll out systemu w Linde Gas. Pierwszym klientem z Polski był poznański Elektromis. Zainstalowanie tam systemu SAP podniosło wartość firmy, bo wkrótce za dobrą cenę kupili ją Portugalczycy.
W 1996 roku został podpisany pierwszy duży kontrakt z Petrochemią Płock.
- Uczestniczyłem w jego negocjowaniu. Na podpisanie jechaliśmy z Wrocławia samochodem. Był upał, więc w krótkich spodenkach, a garnitury w bagażniku.
A tu na moście w Płocku korek; żeby się nie spóźnić, przebieraliśmy się w cieniu ciężarówek, na oczach innych kierowców, w dużym stresie. Na szczęście zdążyliśmy i umowa została zawarta - opowiada J. Szczepański.
W tych pierwszych latach w firmie panował ogromny entuzjazm. Były co prawda jakieś struktury i podział zadań, ale na ogół wszyscy robili wszystko. Motywowała ich ogromna wiara w firmę i głód sukcesu.
- Nie baliśmy się żadnych wyzwań. Czuliśmy, że budujemy wszystko własnymi rękami - dodaje Jacek Szczepański. - Jeszcze we Wrocławiu spędzaliśmy w biurze czas od rana do wieczora. Wpadaliśmy też w soboty, bo nawet gdy samemu nie miało się nic do roboty, zawsze siedział tam ktoś, komu można było pomóc.
Dr Alfred Wenzel
Pierwszym prezesem SAP Polska został dr Alfred Wenzel, znany z tego, że zakładał oddziały firmy w wielu krajach.
- To była barwna postać - przyznają wszyscy, którzy go znali. Z wykształcenia doktor matematyki (stąd potocznie nazywany Doktorem) wszystkie swoje wywody umieszczał na osi czasu.
"Pionierów poznaje się po strzałach w plecach" - mawiał i zgodnie z tą filozofią działał. Nie był przywiązany do procedur, bo największym wyzwaniem była dla niego skuteczność. Niezbędny do funkcjonowania firmy sprzęt przywoził z niemieckiej centrali SAP, a załatwienie formalności zostawiał już księgowym. - Tak trafiały do naszego biura laptopy, komórki, a nawet samochody - opowiadają najstarsi stażem pracownicy księgowości.
- Doktor był twardym menedżerem, uparcie dążącym do celu. Był też wymagającym szefem, ale i to wspominamy z sympatią, jeszcze więcej wymagał bowiem od siebie. Potrafił się zmobilizować pomimo choroby. Kiedyś przyszedł na poważne negocjacje z wysoką temperatura, ale przez 3 godziny nie dał tego po sobie poznać - opowiada Małgorzata Jasińska, księgowa.
Wojciech Uszycki, jeden z pierwszych pracowników SAP wspomina, jak Doktor zaproponował mu stanowisko szefa działu szkoleń: - Nie bardzo mi tego rodzaju praca odpowiadała i przez godzinę mu to tłumaczyłem. Słuchał cierpliwie. Gdy skończyłem, usłyszałem tylko: "I pay, you play".
To powiedzenie weszło do potocznego języka firmowego. A Wojciech Uszycki nie został szefem szkoleń, bo Doktor znalazł jednak kogoś innego.
- Doktor sprawdzał, czy ludzie są w pracy od 9.00 nawet wtedy, gdy razem z nimi spędzał wieczór integracyjny kończący się o 3.00 nad ranem. Był surowy, ale sprawiedliwy - podkreśla Małgorzata Jasińska.
Liczne przeprowadzki
Pierwsze wrocławskie biuro SAP zostało umiejscowione w bloku mieszkalnym na VII piętrze. Na parterze budynku była siedziba CCS, nieformalnego jeszcze partnera SAP.
- Wszyscy robili wszystko. Część kolegów zajmowała się lokalizacją oprogramowania (i do dziś Centrum Tłumaczeń SAP Polska znajduje się we Wrocławiu - red.). Inni programy wypalali na płytach, pakowali w koperty. To wszystko lądowało potem w zwykłej szafie. I to była wyjątkowo droga szafa - śmieją się najstarsi stażem pracownicy księgowości.
W Warszawie pierwsze biuro firmy mieściło się na Ursynowie, Migdałowa 4, róg Rosoła. 1 października 1995 roku zasiadło tam w jednym 100-merowym pokoju 10 osób stanowiących etatowy zespół SAP Polska.
Dla pracowników spoza Warszawy wynajęto mieszkanie na ulicy Idzikowskiego. Wieczorami odbywały się tam bardzo nieformalne spotkania integracyjne, "redukujące stres", jak mówią dziś ich uczestnicy.
Z biura na Migdałowej firma przeprowadziła się do prowizorycznego biura na Domaniewskiej. Na I piętrze był bardzo dłuuugi korytarz, a toalety mieściły się na jego końcu.
- Toteż niektórzy koledzy udawali się tam na deskorolce - wspominają najstarsi stażem SAP-erzy. - Bogusław Kułakowski, obecnie wiceprezes zarządu ITI
Holdings SA, ówczesny dyrektor marketingu, były tancerz zespołu pieśni i tańca, uczył nas tam kiedyś stepować. Ściany były z dykty, więc uczestniczyli w tej nauce niemal wszyscy.
Potem, kiedy na Domaniewskiej stanęły obecne biurowce, siedziba SAP Polska została ulokowana w Merkurym, a dział konsultingu mieścił się w Saturnie. Aranżacją nowych biur zajął się przysłany z centrali koncernu architekt, który robił to we wszystkich oddziałach na świecie.
Dopiero od 2001 roku firma jest w nowoczesnym biurowcu - Taurusie.
Pracownicy zatrudniani w pierwszych latach istnienia firmy musieli odbywać jeszcze jedną przeprowadzkę. Zaraz po podpisaniu angażu wyjeżdżali na 6-8 tygodni do Walldorfu, gdzie uczestniczyli w szkoleniu produktowym.
Menedżerowie odbywali też wiele podróży lotniczych, bo każdy nowy produkt, czy akcja marketingowa wymagała narad i szkoleń organizowanych przez centralę. Dziś zastąpiły je wideokonferencje, a szkolenia nowo zatrudnionych odbywają się w Centrum Szkoleniowym SAP w Warszawie.

IV Kongres HR w lutym 2003 r. w Sopocie - wymiana doświadczeń odbywała się także w kuluarach.
Czas stabilizacji
Radosław Frańczak, Pre-Sales Manager, do firmy trafił 1 sierpnia 1997 roku; zatrudniał go dr Wenzel. Wcześniej wykonywał dla SAP Polska prace zlecone, związane z lokalizacją produktów. Jego pierwszym zadaniem było stworzenie noty odsetkowej w nowej wówczas technologii SAP.
- Rozwiązałem problem w dwa dni i zostałem przyjęty na etat - wspomina.
Niedługo potem Radosław Frańczak trafił z kilkoma kolegami do Walldorf. Pod okiem wyznaczonych przez centralę specjalistów uczestniczyli w opracowywaniu polskiego standardu SAP R/3 w wersji 4.0. Wszystko szło w miarę sprawnie, aż prace potknęły się o długość pola na wpisywanie numeru kont bankowych. W Polsce miały one wówczas więcej cyfr niż w pozostałych krajach Europy.
- Kazano nam zadzwonić do polskich ministrów, żeby usunęli różnice - z uśmiechem wspomina R. Frańczak. - Koordynator w żadnym razie nie chciał się zgodzić na odstępstwo od standardu. Dopiero jego szef dał spokój ministrom i zdecydował, że w polskiej wersji pole może być dłuższe.
Od połowy 1997 roku trwały prace nad lokalizacją mySAP HR. - Nie do końca robiliśmy to jawnie - wspomina R. Frańczak. - Dr Wenzel początkowo nie bardzo widział potrzebę tłumaczenia systemu, a my mieliśmy wyraźne sygnały od klientów, że bardzo by tego chcieli.
Zlokalizowany produkt zaczęto instalować w Zakładach Azotowych w Kędzierzynie. Trzeba było powiedzieć o tym Doktorowi. Najpierw posypały się iskry, ale w końcu prezes przyznał rację swoim pracownikom.
Ta instalacja stała się początkiem boomu na mySAP HR, który szybko zaczął generować niemal 20 proc. przychodów SAP Polska i stał się pod tym względem liderem wśród systemów zarządzania kadrami w Polsce. Mózgiem wersji polskiej od wielu lat jest Marcin Drewniak wraz z całym wrocławskim zespołem rozwoju produktu.
Kiedy w firmie skończył się okres pionierski? Gdzieś koło roku 2000, kiedy firma zatrudniła kilkudziesięciu nowych pracowników. Było już wówczas zwykłą fizyczną niemożliwością, żeby przetrwały relacje i zwyczaje z pierwszych lat.

Na start produktywny systemu SAP do KGHM zjechali dziennikarze. Górnicy zwieźli ich wtedy pod ziemię.
Czas na od-SAP-kę
Z wyjazdów integracyjnych wspomina się najczęściej wspólny wyjazd na narty do Austrii. Był rok 1998 i spadło tak wiele śniegu, że i dojazd, i sam pobyt, dostarczył uczestnikom silnych emocji.
Jacek Szczepański miło wspomina zagraniczne spotkania szkoleniowe organizowane przez centralę, zwłaszcza seminarium konsultantów i sprzedawców w Nicei.
Jeszcze innym żal karnawałowych bali w warszawskim hotelu Sheraton. Małgorzata Wiśniewska, Consulting Engagement Manager (9-letni staż w firmie), wspomina ciepło te wszystkie imprezy integracyjne, które kończyły się nad ranem tańcami boso.
W pamięci SAP-erów zapisało się też jubileuszowe, zorganizowane w piątą rocznicę założenia firmy, spotkanie w 2000 r. w Strykowie k. Łodzi. Po części oficjalnej, podczas której wykład na temat aktualnej sytuacji ekonomicznej wygłosił prof. Dariusz Rosati, odbyła się uroczysta kolacja. Potem rozrywkowym punktem programu był konkurs piosenki amatorskiej SAPot 2000. Zwycięzca zabawy, za brawurowe i do dziś wspominane jako fachowe wykonanie przeboju Franka Sinatry "Strangers in The Night", został szczęśliwym posiadaczem hulajnogi.
Okazją do od-SAP-ek były też oficjalne wydarzenia firmowe, ale już o mniej oficjalnej porze. Wiele osób pamięta występ Witolda Podgórskiego, pierwszego dyrektora sprzedaży, w Teatrze Roma, właśnie po jednej z takich imprez. W foyer świątyni operetki zaśpiewał on znany przebój dyskotekowy "Ramaya". Podobno Bogusław Kaczyński, ówczesny dyrektor Romy, nie był tym występem szczególnie zachwycony.
Witold Podgórski słynął nie tylko z talentów wokalnych, ale też z dużego poczucia humoru. Podczas jednego z Kongresów SAP, w trakcie lunchu, na jednym ze stołów obsługa umieściła zbyt dużo talerzy. Nagle rozległ się wielki rumor - stół się załamał. W ciszy, która wówczas zapanowała, rozległ się spokojny głos dyrektora Podgórskiego: "Tłuczenie talerzy sponsoruje firma..." i tu padła nazwa jednego z Partnerów SAP.

Z okazji 5-lecia SAP Polska zbiorowe zdjęcie ówczesnego zespołu.
SAP-erzy i SAP-erki
Pracownicy SAP są profesjonalistami w informatyce i zarządzaniu biznesowym. Projektują złożone, niedostępne wyobraźni zwykłych użytkowników komputerów systemy wspomagające zarządzanie wielkimi organizacjami. Praca jest odpowiedzialna, stresująca, nienormowana. Może to skłania ich do wyboru niecodziennych pozazawodowych pasji?
Sławomir Wierzbowski z kolegą samodzielnie zbudowali lotnię w czasach, kiedy lotniarstwo w Polsce było jeszcze w powijakach. Za dokumentację służyło im zdjęcie w czasopiśmie.
Michał Gignal, niegdyś konsultant SAP Polska, dziś pracujący w Wlk. Brytanii, uprawiał sporty mocno pobudzające adrenalinę: nurkowanie w jaskiniach (zszedł na 76 m) oraz samochodowy off road.
Jacek Bugajski, również z Działu Konsultingu, uprawia nurkowanie głębinowe. Jego rekord - 86 m - stawia go w jednym rzędzie z wyczynowcami.
Inny konsultant, Marek Sawczuk, jest pilotem szybowcowym. Adam Dudo uprawia żeglarstwo, Marek Mazur bierze udział w poważnych turniejach tenisowych. Magdalena Konieczna, Krzysztof Fronc, Marcin Podwojski, Maciej Chachulski zajmują się fotografią, w ocenie kolegów na poziomie profesjonalnym. Agnieszka Gonczarek wygrała międzynarodowy konkurs architektoniczny, a Katarzyna Rusek jest znawczynią i kolekcjonerką malarstwa współczesnego. Radosław Frańczak wyprawia się w długie trasy swoim motocyklem BMW, a ponadto nurkuje na dużych głębokościach. Marcin Drewniak rokrocznie bierze udział w Biegu Piastów i licznych zawodach na orientację i może poszczycić się niezłymi wynikami w kraju.
Piotr Śliwiński kręcił "filmy wyzwolone" o firmie i ludziach, wysyłał także swoje humoreski do telewizyjnego programu "Śmiechu warte", który dwukrotnie z kolegą wygrał.
Teresa Olszewska tańczy flamenco, Tomasz Domański uprawia taniec towarzyski, a Włodzimierz Hrymniak od 15 lat Taiji Chan.
Przez firmę przetoczyło się wielu zdolnych ludzi. Niemal wszyscy do dziś mają zawodowe związki z SAP, nawet jeśli los rzucił ich do Rosji, Kazachstanu, Australii czy Brazylii.
Byli pracownicy SAP mają bowiem dużą wartość na rynku pracy. Chętnie zatrudniają ich firmy partnerskie, konsultingowe czy przedsiębiorstwa użytkujące systemy SAP. Były pracownik SAP Piotr Milewski został Dyrektorem Sprzedaży w firmie partnerskiej itelligence, Marek Sieczak - Dyrektorem Sektora Energetyki w IMG Polska, Piotr Celmer był szefem departamentu IT w Pliva Kraków, a obecnie pełni tę funkcję w TELE-FONICE Kable. Tomasz Żmudzin wylądował w niemieckim oddziale Nestle w Grupie SAP, Arkadiusz Balcerek w grupie Nestle w Szwajcarii, a Jacek Klatt jest jednym z menedżerów w SAP Australia.
- Nawet ci pracownicy, którzy odeszli z SAP, w późniejszych kontaktach zawsze podkreślali, że takiej atmosfery jak u nas już nie znajdywali w nowych miejscach pracy - zauważa Małgorzata Jasińska.

I Spotkania Logistyczne 2002 w Pułtusku. W programie gra decyzyjna mająca ustalić najlepszą strategię zaopatrzenia.
Firma dzisiaj
Kiedy w 2001 roku Dział Konsultingu szukał 3 konsultantów, na ogłoszenie prasowe w "Gazecie Wyborczej" nadeszło 1500 ofert. To był dowód, że SAP w kilka lat po wejściu na polski rynek szybko stał się rozpoznawalnym i poszukiwanym pracodawcą.
Ludzie zatrudnieni w firmie zaprzyjaźniają się ze sobą w pracy na tyle mocno, że chcą przebywać ze sobą także w czasie wolnym. Popularne są wspólne wyprawy na narty, na windsurfing.
Jest już tradycją, że w połowie sierpnia 20-30 osobowa grupa pracowników firmy razem z rodzinami wyjeżdża na Hel na deskę. W podobnym składzie zimą wyjeżdżają na alpejskie wyprawy narciarskie.
W firmie odbywają się plebiscyty na "SAP-era Roku". Wybór jest demokratyczny, głosują wszyscy zatrudnieni. Zwycięzca dostaje do prywatnego użytku wszystkie mile premiowe z lotniczych podróży służbowych. Wśród zwycięzców wielokrotnie nagrodę tę otrzymywały dwie bardzo lubiane Małgosie: Cybulska i Jasińska oraz Sylwester Chodkowski.
Po głośnej powodzi na Dolnym Śląsku w 1997 roku, SAP-erzy samorzutnie skrzyknęli się do pomocy powodzianom. Nie tylko zebrali pieniądze, ale też pojechali doprowadzić do użytku jedną z zalanych szkół. Co roku sprawny jeszcze, ale w firmie już nieprzydatny sprzęt komputerowy trafia do domów dziecka.
Firma prowadzi otwarte programy dla studentów. W ramach akcji "SAP dzieli się sukcesem" na 1- i 3-miesięczne staże przyjmuje studentów i świeżych absolwentów wyższych uczelni.
Co dwa lata odbywa się niezależne badanie opinii pracowników o firmie i jej wewnętrznej kulturze. Ankieta ma 100 pytań i potwierdza, że SAP jest atrakcyjnym pracodawcą także dla osób już zatrudnionych.
Zdaniem Zbigniewa Urbanka (w SAP 7,5 roku), firma rozwijała się w ciągu tej dekady bardzo szybko, ale jednocześnie udało się jej uniknąć zarówno chaosu, jak i skostnienia. Jego zdaniem SAP Polska wciąż działa niestandardowo, dynamicznie, a decyzje jak na tak duża, organizację gospodarczą podejmowane są szybko.
Tę opinie potwierdza Włodzimierz Hrymniak, Project Manager, w firmie od ponad 8 lat, dodając że choć okres pionierski już dawno minął, to okres stabilizacji organizacyjnej nie zaowocował nadmiarem procedur i krępujących inwencję regulaminów.

Urodzinowy tort z okazji 10-lecia musiał być ogromny...
SAP w gospodarce
Dziś SAP daje zatrudnienie ponad 200 osobom w centrali w Warszawie oraz w swoim Centrum Rozwoju Produktów we Wrocławiu.
- Jeszcze 10 lat temu mieliśmy jako informatycy i menedżerowie poczucie niższości wobec krajów zachodnich - ocenia Dariusz Samól. - Dziś stajemy się coraz bardziej konkurencyjni, w wielu w przypadkach to od naszych klientów ich centrale przejmują modele informatyczne.
Teraz polskie przedsiębiorstwa traktują technologie informacji jako coś naturalnego, jak energię czy materiały do produkcji. Gospodarka zaczęła wykorzystywać informację przetworzoną i traktować ją jako narzędzie rozwoju i konkurowania. Firmy doceniają systemy oparte na spójnym modelu danych, bo dzięki nim mogą wprowadzać konkurencyjne metody zarządzania.
Zdaniem Dariusza Samóla ogromny udział w tym procesie rozwoju technologii informacji w Polsce ma SAP Polska.
Maciej Chachulski, odpowiedzialny za sektor przemyslowy w SAP Polska, (w firmie prawie od 6 lat, ale na Domaniewskiej znacznie dłużej, bo jeszcze w CEMI), nie waha się nazwać roli SAP w gospodarce kulturotwórczą. - Każde wdrożenie to swoista rewolucja - uzasadnia. - Zanim nastąpi start systemu, musimy wspólnie z klientem ustalić, jak firma działa i jak może działać lepiej. Na tym etapie dokonuje się przewartościowanie świadomości najpierw jej ścisłego kierownictwa, potem menedżerów, a wreszcie użytkowników końcowych. Tak dokonuje się prawdziwy reengineering całego przedsiębiorstwa, co potem oddziaływuje jeszcze na jego otoczenie.
SAP Polska jest w swojej branży liderem. Menedżerowie firmy nie mają wątpliwości, że to przede wszystkim zobowiązanie.