Opinie - Poglądy
E-gospodarka w rękach urzędników
Dr Bohdan Wyżnikiewicz
Doktor nauk ekonomicznych, absolwent ekonometrii SGPiS, stypendysta Fulbrighta. Obecnie jest ekspertem Sejmu RP, Giełdy Papierów Wartościowych, UOKiK i Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych. Wykłada w Warszawskiej Wyższej Szkole Ekonomicznej i na Uniwersytecie Warszawskim. Wiceprzewodniczący Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich. Publikuje w prasie codziennej i ekonomicznej. Specjalizuje się w ekonomii stosowanej, analizach makroekonomicznych i badaniach sektorowych. Autor ponad stu raportów, studiów i artykułów naukowych. Od roku 1992 pracuje w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową, gdzie jest wiceprezesem i dyrektorem warszawskiego oddziału instytutu. |
 |
Rozmowa z Bohdanem Wyżnikiewiczem, wiceprezesem Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową
- Czy po pęknięciu kilka lat temu "bańki dotcomów" termin e-gospodarka ma rację bytu?
- Zastanówmy się, co tak naprawdę może oznaczać to określenie. Po pierwsze, na pewno wytwarzanie, opracowywanie produktów i technologii informatycznych. Po drugie, korzystanie z tych technologii przez przedsiębiorstwa i obywateli. I trzeci aspekt związany z pierwszym to usługi, wszelkie czynności obsługujące technologie informatyczne, zapewnienie ich sprawnego funkcjonowania i eksploatacji. W naszej sytuacji gospodarczej największe znaczenie wydaje się mieć wykorzystanie IT. Może ono przebiegać w dwóch podstawowych modelach: technologia informatyczna, internet może być filarem działania np. firm bazujących na e-commerce, lub być jednym z wielu narzędzi stosowanych w biznesie.
- Stosowanie tego terminu jest więc nadal uprawnione?
- Oczekiwania wobec technologii informatycznych sprzed kilku lat były zbyt duże i się nie ziściły, ale e-gospodarka to termin aktualny. Wtedy bańka pękła, teraz mamy mozolne odbudowywanie utraconych pozycji, już na zdrowszych podstawach, a nie na przesadnie rozbudzonych nadziejach. A jak to w Polsce wygląda? Ocena jest jednoznaczna: we wszelkich statystykach odstajemy od Europy. W takich aspektach, jak rozpowszechnienie internetu, telefonii komórkowej jesteśmy też słabsi niż wielu nowych członków Unii Europejskiej, np. niż Czechy i Węgry. Polska pozostaje jednym z najuboższych krajów UE, gorzej wypada tylko Łotwa - to podstawowe wyjaśnienie tej sytuacji. Jeżeli chodzi o internet, to ważnym powodem jego słabego rozpowszechnienia jest cena dostępu; to medium jest drogie. Popularność stałego dostępu np. przez sieć telewizji kablowej wśród obywateli i małych firm jest wciąż znikoma. Wykorzystanie internetu, technologii informatycznych jest słabe zwłaszcza w małych i średnich przedsiębiorstwach. W dużych często ta kwestia załatwiana jest odgórnie. Małe wciąż czekają na edukację.
- Z drugiej strony ten rynek może mieć przed sobą duże perspektywy...
- Rzeczywiście, w wielu dziedzinach "dzięki" naszemu zapóźnieniu możemy wykonać skok do nowych technologii, z pominięciem starszych. Podam prosty przykład: na wsi, gdzie stopień rozpowszechnienia telefonii stacjonarnej jest wciąż mały, popularność zyskała telefonia mobilna, która np. dla rolnika jest o wiele bardziej przydatna. Potencjał naszego rynku jest więc duży, a sytuacja związana z informatyzacją poprawi się na pewno, bo wraz z akcesją do Unii Europejskiej Polska będzie się bogacić, nawet jeżeli będziemy wciąż odstawać od europejskiej czołówki.
- Odpowiednie wykorzystanie technologii informatycznych w przedsiębiorstwach może być źródłem ich przewagi konkurencyjnej. Czy zatem oznacza to, że polskie firmy, które nie wykorzystują wciąż IT w takim stopniu, jak robią to ich zachodni konkurenci, są w gorszej sytuacji?
- Bardzo trudno uogólnić ten problem. Myślę, że w przypadku wielu przedsiębiorstw tak właśnie jest, ale nie we wszystkich dziedzinach. Małym firmom świadczącym np. proste usługi wyrafinowana technologia nie jest specjalnie potrzebna. Rozmawiałem ostatnio z hydraulikiem, który ma firmę od 15 lat, kiedy założono mu telefon. Dzięki temu telefonowi mógł dać ogłoszenie do gazety i oczekiwać na zlecenia. Nie sądzę, aby w jego przypadku IT mogło zrewolucjonizować biznes i uczynić jego firmę o wiele bardziej konkurencyjną. Myślę, że to dotyczy wielu innych małych podmiotów, a w końcu na nich w dużej mierze opiera się gospodarka. Są więc branże, w których informatyzacja daje przewagę i takie, które są mniej czułe na wykorzystanie technik informatycznych.
- Czy barierą w informatyzacji firm nie jestprzypadkiem kultura i edukacja menedżerów? I nie chodzi mi tu o edukację w zakresie IT. Wprowadzenie np. systemu CRM wymaga nie tylko pewnej wiedzy o technikach informatycznych, ale przede wszystkim kultury organizacyjnej, odpowiedniego poziomu myślenia o zarządzaniu firmą, o kreowaniu relacji z klientami.
- Widzę dwa podstawowe czynniki mające wpływ na decyzje menedżerów dotyczące wprowadzania technologii informatycznych: ich wiek oraz inwestycje zagraniczne. Jeżeli menedżer ma ponad 50 lat, a jest ich sporo, to często omija informatykę z daleka. Z kolei firmy z kapitałem zagranicznym mają pewne wzorce organizacyjne, w których wykorzystanie informatyki jest sprawą oczywistą.
- Jak Pan ocenia politykę państwa w kwestii tzw. informatyzacji kraju? Jaka w wolnorynkowej gospodarce powinna być rola rządu w tej dziedzinie? Czy np. ustanowienie zerowej stawki podatku od usług internetowych dla konsumentów to krok w dobrym kierunku?
- Mamy w Polsce nawet ministerstwo, które zajmuje się informatyzacją. Może ono kreślić swoje ambitne plany, ale o wiele bardziej skuteczna byłaby szybsza liberalizacja rynku telekomunikacyjnego, co doprowadziłoby do obniżenia cen dostępu do internetu. To byłoby lepsze niż wszelkie programy rządowe. Państwo ma jednak nadal pewną rolę do odegrania, choćby wymuszenia na systemie edukacyjnym, aby informatyka była skutecznie nauczana w szkołach. Państwo powinno też w jakimś stopniu wspierać obszary zaniedbane, wiejskie, gdzie infrastruktura teleinformatyczna jest słaba, a dostęp do internetu bardzo utrudniony. Państwo nie może też w internecie i telekomunikacji widzieć źródeł swoich dochodów, bo korzyści wynikające z czerpania podatków z tych dziedzin będą mniejsze niż korzyści dla społeczeństwa wynikające z ich rozwoju.
- Polska jest na razie konsumentem technologii informatycznych, ośrodki badawcze pracujące w tej dziedzinie można policzyć na palcach jednej ręki. Tymczasem w większości krajów rozwiniętych korzystających z technik IT, technologie te są
także opracowywane. Nie mówię tu tylko o potęgach technologicznych, takich jak USA, Izrael, Tajwan, ale o krajach UE, jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, gdzie działają lokalne firmy i ośrodki wielkich koncernów. Czy fakt, że w Polsce mamy mało firm high-tech z prawdziwego zdarzenia stanowi jakąś przeszkodę w upowszechnianiu technologii informatycznych?
- Nie sądzę, aby to była znacząca przeszkoda. Sytuacja naszego przemysłu IT wynika z wielu przyczyn. Wielu zdolnych inżynierów wybrało pracę za granicą, zaś firmy w Polsce świadczą przede wszystkim usługi, a nie tworzą nowych technologii. Myślę, że nie powinno być to powodem naszych kompleksów i ta sytuacja nie zatrzyma upowszechniania się IT w wielu dziedzinach życia. Nie wykluczam, że gdyby były w Polsce lepsze warunki tworzenia nowych firm, a na ich dochody nie czekał zachłanny fiskus, to ludzie z pomysłami mieliby większe szanse na ich realizację w biznesie.
- Czy zatem widzi Pan szanse na powstawanie polskich innowacyjnych firm high-tech? Jakie są bariery, czy jest kłopot z pozyskaniem przez młode spółki kapitału, który chciałby się zaangażować w przedsięwzięcia o sporym zwykle ryzyku?
- Największą przeszkoda jest nadal biurokracja i regulacje prawne. Myślę, że wraz z integracją Polski z Unią Europejską i przyjmowaniem unijnych standardów te bariery będą znikać.
- Jak wejście Polski do UE wpłynie na rozwój naszej e-gospodarki? Czy istnieje realna szansa, że pewne projekty w tej dziedzinie będziemy mogli w większym stopniu finansować z funduszy unijnych?
- Na początek naszego członkostwa spotkała nas przykra niespodzianka związana z podatkiem VAT na internet. Komisja Europejska chce naszą zerową stawkę na usługi internetowe dla konsumentów zaskarżyć. Tak naprawdę jednak problem w tym przypadku nie leży w wysokości podatku, ale w cenie usługi. Gdyby ceny na internet w Polsce były niskie, to płacenie podatku od takich cen nie stanowiłoby dla klientów dużego obciążenia. Wracamy więc ponownie do problemu liberalizacji rynku telekomunikacyjnego. Jeżeli chodzi o fundusze UE, to powinny one być pomocą w informatyzacji, ale wiele zależy od wyobraźni urzędników. Obawiam się, że w Polsce może zwyciężyć myślenie "wszystkim po równo", czyli informatyka nie będzie traktowana priorytetowo przy rozdziale funduszy, bo urzędnicy będą dbać o interesy także innych branż.
- Czy realizacja programu Strategii Lizbońskiej jest szansą na budowę w Polsce e-gospodarki i społeczeństwa informacyjnego?
- Strategia Lizbońska to bardzo ambitny program. Jeżeli w Polsce zostałaby zrealizowana chociażby ta część dotycząca informatyki, to byłoby wspaniale. Obawiam się jednak, że interes państwa, czyli wysokie podatki, niechęć do liberalizacji rynku może stanowić poważną przeszkodę. Mimo to w perspektywie 5-10 lat mamy szansę nadrobić najpoważniejsze opóźnienia w stosunku do innych krajów Unii.
- Dziękujemy za rozmowę.
| Gdzie jest e-Polska |
| Odstetek gospodarstw domowych posiadających komputer: |
| Polska |
30 |
| Czechy |
57 |
| Średnia dla nowych krajów UE |
34 |
| Liczba osób posiadających telefon komórkowy na 100 mieszkańców: |
| Polska |
40 |
| Czechy |
88 |
| Średnia dla nowych krajów UE |
44 |
| Średnia dla 15 krajów "starej" UE |
80 |
| Odsetek gospodarstw domowych z dostępem do internetu |
| Polska |
10 |
| Czechy |
37 |
| Średnia dla nowych krajów UE |
19 |
| Koszt 20-godzinnego dostępu do internetu za pomocą modemu jako procent miesięcznych zarobków: |
| Polska |
20.5 |
| Czechy |
5.5 |
| Średnia dla nowych krajów UE |
9.8 |
| Liczba stacjonarnych linii telefonicznych na 100 mieszkańców |
| Polska |
35 |
| Czechy |
40 |
| Średnia dla nowych krajów UE |
30 |
| Średnia dla 15 krajów "starej" UE |
58 |
| Źródło: Progress Report eEurope 2003+, Ministerstwo Nauki i Informatyzacji |
Rozmawiał Tomasz Ostrowiecki