U naszych partnerów
Debata Strategii Biznesu: Menedżerowie wobec zmiany
Przed VII Kongresem SAP Polska zaprosiliśmy do dyskusji o problemach związanych z tematem przewodnim Kongresu menedżerów kilku naszych firm partnerskich. Wzięli w niej udział: Andrzej Amanowicz - Dyrektor Pionu Rozwiązań Biznesowych Ster-Projekt, Michał Jankowski - Prezes Zarządu BCC, Grzegorz Kozłowski - Prezes Zarządu SAP Polska, Aleksander Kwiatkowski - Partner Zarządzający IBM Business Consulting Services, Wojciech Sidorowicz - Wiceprezes Zarządu IMG Polska, Jacek Stochlak - Dyrektor Generalny HP Services. Gości przywitał Adam Piwnik - Dyrektor ds. Współpracy z Partnerami SAP Polska. Redakcję Strategii Biznesu reprezentował Krzysztof Matey. Poniżej prezentujemy obszerne fragmenty debaty.
Krzysztof Matey: Najbliższy Kongres SAP Polska będzie poświęcony skutecznemu zarządzaniu zmianą w gospodarce. W ostatnim czasie największą zmianą była transformacja roku 1989. Teraz stoimy przed następną - wejściem do UE w przyszłym roku.
Zacznijmy od tego, jak opisać pojęcie zmian w biznesie.
Andrzej Amanowicz: Zmiany są wpisane w życie każdej firmy. Zmiana daje szansę na stworzenie czegoś nowego, na budowanie nowego modelu biznesowego w firmie, na uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Bez przesady można powiedzieć, że zmiany są motorem napędowym gospodarki, a ich brak prowadzi do stagnacji, a nawet regresu.
Jacek Stochlak: Nasze wejście do UE to tylko jeden z elementów całego krajobrazu, w którym się poruszamy. Obecnie środowisko ekonomiczne jest niestabilne. Zmieniają się przepisy prawne, które mają wpływ na całość procesu gospodarowania. Zmieniają się wyzwania, przed którymi stają przedsiębiorstwa. Jednym z nich jest globalizacja. Wreszcie bardzo się zmienia sam rynek. Dlatego przedsiębiorstwa muszą się zmieniać wraz z całym ekosystemem ekonomicznym. Inaczej są skazane na porażkę.
Michał Jankowski: Niepewność to jedyna rzecz w gospodarce, która jest teraz pewna. Z jednej strony mamy trwającą już dosyć długo stagnację, ale pojawiają się też szanse związane z wejściem do UE. W tym momencie najgorszą rzeczą, jaką można sobie zafundować, to pozostanie w starych schematach. Dlatego zmiana musi być ruchem wyprzedzającym.
Krzysztof Matey: Z punktu widzenia teorii zmiana jest ewolucyjna, gdy organizacja przystosowuje się do otoczenia nie zmieniając swojej strategii działania. Jeśli ją jednak zmienia, przechodzi w nową jakość, a wtedy jest to zmiana rewolucyjna. Jak to wygląda w praktyce?
Wojciech Sidorowicz: Przypomnijmy sobie, jak wyglądała jeszcze kilka lat temu obsługa klientów bankowych. Musieli oni osobiście przychodzić do okienek i często wystawać w kolejkach. Dzisiaj kontakt z bankiem można ograniczyć do bankomatu i Internetu. Czy to jest zmiana ewolucyjna, czy też rewolucyjna? Niewątpliwie banki dochodziły i niektóre nadal jeszcze dochodzą do nowych sposobów obsługi klienta w sposób ewolucyjny, bo zmiana nie dokonała się z dnia na dzień. Ale jak spojrzymy na to z bardziej historycznej perspektywy, mamy do czynienia z rewolucją. Ja nie pojawiam się w banku prawie wcale. Posługuję się kilkoma kartami, telefonem i Internetem. To jest zmiana rewolucyjna. To samo można powiedzieć o innych działach gospodarki.
Grzegorz Kozłowski: Moim zdaniem bankowość to przykład zmiany ewolucyjnej, która poszła bardzo daleko, ale odbywała się stopniowo. Rewolucja, moim zdaniem, miała miejsce w telefonii komórkowej. Jednego dnia wydano koncesje, drugiego uruchomiono technologie, błyskawicznie postawiono maszty i z dnia na dzień zmieniło się wszystko. Społeczeństwo, które przez lata stało w kolejkach, by mieć telefon w domu, teraz używa telefonów komórkowych jak innych przedmiotów codziennego użytku. Bankowość i telefonia to dobre przykłady dziedzin, które zmieniły się ewolucyjnie i rewolucyjnie.
Wojciech Sidorowicz: Zmiany rewolucyjne będą zachodzić wszędzie tam, gdzie jest potrzebna nowoczesna technologia, zwłaszcza technologia informatyczna. W tych dziedzinach dużo się dzieje. Jednym z takich przykładów jest handel. Firma Żabka odniosła sukces, bo zbudowała coś, czego nie było na polskim rynku - sieć małych sklepów osiedlowych, sprawnie zarządzanych i zaopatrywanych dzięki sieci teleinformatycznej.
Andrzej Amanowicz: Najszybsze zmiany następują tam, gdzie bardzo ważny jest styk firmy z klientem. O wyborze tej czy innej sieci telefonii komórkowej nie decyduje przecież jakość aparatów lub połączeń, tylko jakość obsługi. W związku tym te dziedziny gospodarki, w których obszar kontaktów z klientami rozwija się najbardziej dynamicznie, będą przechodziły zmiany rewolucyjne. W drugiej kolejności będą podlegały tym zmianom branże czy firmy, w których kluczem do sukcesu są kontakty z licznymi partnerami gospodarczymi. Tam, gdzie istnieje duża możliwość dobrania sobie alternatywnych partnerów, alternatywnych technologii i sposobów organizacji pracy, zmiana będzie gwałtowna. Tam natomiast, gdzie z różnych względów powiązania kooperacyjne mają charakter bardziej stały, jak choćby w energetyce wytwórczej (określona grupa odbiorców), zmiany będą miały charakter bardziej ewolucyjny. Podział na przemysł ciężki, lekki, usługi, handel, wydaje mi się wtórny w stosunku do określenia, jak dynamiczny jest obszar kontaktów z klientem i jak dynamiczny jest obszar współpracy między firmami.
Krzysztof Matey: Powiedzieli Panowie, że głównym motorem napędowym zmian w Polsce będzie rynek i klienci, którzy te zmiany wymuszą. Czy polscy przedsiębiorcy i menedżerowie są przygotowani do tego, by uczestniczyć w tych procesach świadomie? Czy są w stanie działać z wyprzedzeniem, przewidywać?
Wojciech Sidorowicz: Kiedy obserwuję klientów, z którymi my pracujemy, to ich poziom na pewno jest ponadprzeciętny. Ale z jednym zastrzeżeniem: systemy, którymi się zajmujemy, nie są przeznaczone dla przeciętnych firm. Nasze rozwiązania są dla przedsiębiorstw, które chcą być liderami w swoich segmentach rynku. Natomiast z szerszych obserwacji wynika, że w pewnych branżach menedżerom ewidentnie brakuje umiejętności. Nawet jeśli potrafią liczyć, interpretować wskaźniki i mają dobre pomysły biznesowe, to często zapominają, że do zmian trzeba przekonać ileś tam zatrudnionych osób. Praca z ludźmi, ich motywowanie, to jest pięta achillesowa kadry menedżerskiej, zwłaszcza kiedy przedsiębiorstwo znajdzie się w kryzysie. Ale są też przykłady pozytywne. Firma Anwil na przykład w połowie lat 90. miała postępowanie układowe, a w tej chwili jest to jedno z nielicznych zdrowych, rentownych przedsiębiorstw w polskiej chemii.
Grzegorz Kozłowski: Z kolei Stocznia Szczecińska jest przykładem negatywnym. Była w podobne sytuacji, jak Anwil. Nawet wykorzystała pewien sprzyjający moment na rynku do szybkiego pójścia do przodu, ale nie wsparła tego tak naprawdę odpowiednimi technologiami informatycznymi. Po kilku latach okazało się, że bez dobrych systemów wspomagających zarządzanie zarząd firmy stracił kontrolę nad kluczowymi procesami biznesowymi.
Andrzej Amanowicz: Polscy menedżerowie, którzy rozpoczynali swoje kariery na początku lat 90. w biznesie małej i średniej wielkości oraz w polskich oddziałach światowych korporacji cechują się dużą otwartością na nowe pomysły i przebojowością, której niejeden z zachodnich kolegów może im pozazdrościć. Wielu z nich postrzega informatykę jako element przewagi strategicznej i podejmuje śmiałe decyzje organizacyjno-technologiczne. Nieco bardziej konserwatywni są ich koledzy o dłuższym stażu kierowniczym, pochodzący z dużych organizacji z wieloletnimi tradycjami. Tutaj proces wyboru rozwiązania i jego implementacja trwają zazwyczaj dłużej.
Michał Jankowski: Kompetencję menedżerów w zarządzaniu zmianą można ocenić, przyglądając się ich działaniom w ostatnich latach. W czasach recesji menedżerowie bardzo mocno przeorientowali swoje spojrzenie na sposób zarządzania przedsiębiorstwem. Nawet jeśli niektórzy z nich kupowali systemy informatyczne tylko po to, żeby zautomatyzować pewne procesy w firmach, to przy tej okazji zdobyli nową wiedzę. Dziś mają świadomość, co jest potrzebne do zmiany. Dysponując odpowiednimi narzędziami informatycznymi mogą poprawiać konkurencyjność swoich firm nawet w kryzysie. Miło obserwować to zjawisko w polskich przedsiębiorstwach, takich jak Amica czy Opoczno. Nie byłoby ich pewnie dzisiaj na rynku, gdyby nie zmiany zainicjowane przez zarządy kilka lat temu i gdyby nie decyzja o wdrożeniu systemu informatycznego.
Krzysztof Matey: Z Panów wypowiedzi wynika, że zmiany w polskich przedsiębiorstwach częściej są wymuszane przez rynek niż wynikają ze świadomej, dalekosiężnej decyzji zarządów?
Michał Jankowski: Trudno generalizować. Myślę, że to zależy od konkretnego zarządu. Na ile potrafi on wprowadzić swoją strategię i animować zmiany, które muszą w firmie zachodzić. Na ile starczy mu kompetencji i odwagi. W tym zakresie zróżnicowanie jest duże.
Jacek Stochlak: Zarząd zawsze będzie reagował na to, co się dzieje na rynku. Nie ma innej możliwości.
Grzegorz Kozłowski: Jeśli nie zareaguje, zrobi to rada nadzorcza.
Aleksander Kwiatkowski: Polscy menedżerowie zdobyli wiedzę, której praktycznie nie mają ich koledzy w krajach z mocniejszą i stabilniejszą gospodarką. Polacy są w stanie realizować projekty, w których skala zmian wynosi 80 proc., a nie 5-10 proc, jak to najczęściej zdarza się w UE. My potrafimy działać na rynku, gdzie jest bardzo dużo zmiennych i dodatkowo te zmienne bardzo szybko się zmieniają. Takie umiejętności przydają się w krajach postradzieckich, w Indiach i Chinach, na Dalekim Wschodzie. Dlatego nasi menedżerowie są zapraszani do wielu różnych projektów, gdzie rzeczywiście trzeba zmienić organizację i procesy biznesowe, poprawić efektywność. Mamy dużo więcej wiedzy o zmianach biznesowych dokonywanych zarówno w Europie Zachodniej, jak i na Wschodzie. Stajemy się coraz cenniejsi. Potrafimy działać w niestabilnych strukturach.
Wojciech Sidorowicz: Jestem optymistą: świadomość polskich kadr zarządzających bardzo szybko rośnie. Nie jest tak, że polscy menedżerowie nie są kreatywni. Wprost przeciwnie - wielu z nich tworzy wizję na wiele lat do przodu. Skończyło się reagowanie tylko na bieżące problemy.
Krzysztof Matey: Jak na proces zmiany w firmie i całej gospodarce może wpłynąć informatyka?
Andrzej Amanowicz: Pozwolę sobie sparafrazować klasyka: "Kapitalizm to wolny rynek + komputeryzacja procesów zarządczych". Dobrym przykładem jest MacEdukacja. Parę lat temu była to mało znana firma wydająca i sprzedająca podręczniki. Jej właściciel bardzo świadomie podjął decyzję o zastosowaniu zaawansowanych mechanizmów zarządzania dystrybucją książek i kontaktami z klientami. Dzięki temu przeżył taki "kataklizm", jak coroczny kilkusetprocentowy wzrost obrotów i stał się liderem swojej branży. Jak sam ocenia, nie byłby w stanie tego dynamicznego wzrostu kontrolować, gdyby nie wsparcie informatyki.
Jacek Stachlak: Dzisiaj żadna poważna działalność biznesowa nie ma sensu bez wsparcia systemów informatycznych. Musimy też pamiętać, że system informatyczny nie tylko wspomaga procesy gospodarowania, ale również wyzwala nowe sposoby robienia biznesu. Nazywamy to strumieniem nowego biznesu. Nie można rozpatrywać oddzielnie wątku biznesowego i wątku informatycznego.
Wojciech Sidorowicz: Wprowadzenie dobrego systemu informatycznego spełnia bardzo ważną rolę edukacyjną. Dzięki zintegrowanemu systemowi widać, jak to wszystko na siebie wpływa. Wewnątrz przedsiębiorstwa i w powiązaniu z otoczeniem gospodarczym. Rośnie świadomość załogi. Informatyzacja pokazuje ludziom, że zmiany są potrzebne.
Andrzej Amanowicz: Są bardzo ciekawe przykłady polskich firm, które tylko zarządzają marką. Produkują dla nich Chińczycy z materiałów ściąganych ze Stanów, a gotowe produkty sprzedają na Słowacji. Mogą one tak działać właśnie dzięki wykorzystaniu koordynujących ten proces systemów informatycznych.
Aleksander Kwiatkowski: Niektórym przedsiębiorstwom informatyka pozwala odnosić sukcesy mimo tego całego bałaganu, który wciska się drzwiami i oknami. Warto cały czas inwestować w informatykę, dzięki temu jesteśmy bardziej elastyczni, bardziej konkurencyjni. Zaraz po wejściu do Unii będziemy mogli obserwować, jak łatwo rozpoczynają u nas działalność unijne firmy. Dlaczego łatwo? Ponieważ wystarczy tutaj zainstalować terminal i już będzie przedsiębiorstwo, choć jego siła wytwórcza i know how zostaną gdzie indziej.
Michał Jankowski: Inwestycja w informatykę jest dla jednych firm szansą przetrwania, dla innych szansą wzrostu. Każda firma powinna inwestować w takie narzędzia, w takie technologie, które będą pomagały w budowaniu przewagi konkurencyjnej, w osiąganiu jej celów biznesowych.
Wojciech Sidorowicz: Ten będzie więcej sprzedawał, kto dysponuje najlepszą wiedzę o kliencie, co mu sprzedać i jak mu sprzedać. Do tego potrzebny jest system informatyczny. Jeśli nie zainwestujemy w informatykę i, na przykład, polskie zakłady energetyczne będą miały tylko kable, to niemieckie firmy zaczną sprzedawać w Polsce tani prąd z Francji płynący po polskich kablach, bo będą potrafili policzyć, że to się opłaca.
Jacek Stochlak: Mamy tysiące przedsiębiorstw, które pracują, produkują, świadczą usługi i będą funkcjonować dziś, za rok i za 10 lat. I te wszystkie przedsiębiorstwa za chwilę staną do otwartej konkurencji z firmami z UE, gdzie stopień informatyzacji jest wyższy. Kto wygra? Odpowiedź jest jedna. Systemy informatyczne są naszym firmom niezbędne do sprostania konkurencji.
Krzysztof Matey: Jakie warunki powinny być spełnione, by polska gospodarka mogła się rozwijać? Jeśli mamy dobrych menedżerów, to co im przeszkadza? Co należałoby zmienić?
Michał Jankowski: Na pewno przeszkadza niestabilna sytuacja prawno-fiskalna. Eliminując ten mankament, zmniejszamy liczbę zmiennych i menedżerowie mogą pracować w bardziej stabilnym środowisku.
Wojciech Sidorowicz: Chciałbym wskazać problem edukacji. I to nie tyle edukacji kadry menedżerskiej, choć ta jest bardzo ważna. W dużych przedsiębiorstwach ważne są wyedukowane ekonomicznie związki zawodowe, pracownicy. W Polsce wciąż jest tego za mało. A przecież w warunkach restrukturyzacji i prywatyzacji gospodarki związki zawodowe muszą być partnerem dla zarządu. Z drugiej strony nie słyszałem, by związki zgodziły się na gdzieś na obniżkę płac, na zmiany organizacyjne, które choć z ich punktu widzenia krótkoterminowo pogarszają sytuację, ale ratują przedsiębiorstwo. Tego mi brakuje. Zdarza się to na Zachodzie, w Hiszpanii, nawet w Niemczech.
Michał Jankowski: To wynika z niewystarczającej edukacji, zwłaszcza młodzieży wkraczającej w życie zawodowe. Należałoby więcej mówić o tym, jak działa rynek, jak funkcjonuje gospodarka, w jaki sposób jest realizowana produkcja i konsumpcja. Brak znajomości tych mechanizmów powoduje, że są wysuwane abstrakcyjne żądania, niemożliwe do spełnienia.
Aleksander Kwiatkowski: Można bardzo długo dyskutować o edukacji. Zgadzam się z tym, że jest bardzo istotna, ale to tylko jeden z ważnych elementów. Inny to polityka fiskalna państwa. Od niej zależy, czy do danego kraju napływają inwestycje, czy nie. Tam gdzie się pojawiają inwestycje, wszystko zaczyna nabierać rozpędu. To jest praktyczna edukacja. Żeby wszystko zaczęło działać, absolutnie niezbędna jest dobra infrastruktura. Z bólem muszę często mówić inwestorom, by wybrali Pragę lub Budapeszt zamiast Warszawy. Wynika tak z wyliczeń i sentymenty nic tu nie pomogą. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że niedługo wyprzedzą nas Tallin i Ryga. To mnie bardzo niepokoi. Jestem konsultantem, muszę zachować obiektywizm, ale jestem też Polakiem i to boli. Patrząc na to, co się dzieje wokół widzę, że niestety "duży" biznes, który ciągnie za sobą "mały", będzie z Polski migrował. Często media prezentują mały biznes w Niemczech jako nerw gospodarki. Zapominają jednak, że najpierw muszą być flagowe statki - czyli wielki biznes, który pompuje pieniądze w gospodarkę. To one generują zamówienia dla małego biznesu.
Wojciech Sidorowicz: Tu są potrzebne odpowiednie decyzje polityczne, a tych brakuje. Administracja centralna, rządowa czy samorządowa powinna pełnić rolę służebną wobec gospodarki. Jeżeli administracja uświadomi sobie w końcu, że podatki pochodzą od przedsiębiorstw, to zmodyfikuje prawo i uprości procedury. Wtedy pieniędzy z podatków będzie więcej, a i firmom będzie lepiej.
Krzysztof Matey: Kto powinien inspirować zmiany systemowe, na przykład zmiany w infrastrukturze?
Aleksander Kwiatkowski: Ci, których wybraliśmy. Politycy.
Michał Jankowski: Zmiany powinni inspirować przede wszystkim Ci, którzy z tej infrastruktury korzystają - a zatem przedsiębiorcy. Politycy natomiast powinni być bardzo wyczuleni na te sygnały i dokonywać takich zmian, by służyły gospodarce.
Aleksander Kwiatkowski: W tej chwili politycy zbijają bardzo często tani kapitał polityczny, grając na emocjach, uczuciach. Skupiają się na wyrzucanych z domów, a zapominają o tych, których stać na dom i płacą wszystkie rachunki. Spójrzmy, gdzie powstały największe dzieła sztuki i kultury. Tam, gdzie były pieniądze, gdzie był sukces, gdzie koncentrował się kapitał. Jeśli u nas nie będzie koncentracji kapitału, to nie będzie też żadnych elementów dodanych.
Jacek Stochlak: Państwo nie ma polityki gospodarczej i finansowej. Nikt nie powiedział, w którym kierunku mają iść zmiany. Upraszczanie procedury otwierania działalności gospodarczej samo w sobie niczego nie zmieni. Nie będzie lepiej, dopóki nie otworzy się znowu kanał inwestycyjny, dopóki nie napłyną pieniądze, dopóki ludzie nie zaczną zarabiać i nie powstanie popyt na towary i usługi. Niestety, większość rozważań o gospodarce przypomina dyskusję o upraszczaniu PIT-u. To jest problem zastępczy. Od tego pieniędzy nie przybędzie.
Aleksander Kwiatkowski: Tyle że politycy boją się konsekwencji politycznych reform systemowych. Kto się odważy dla narodowego dobra podjąć ryzyko, tak jak to zrobił Putin? Prawda, jest tąpnięcie w Rosji, ale ostatecznie wygrały inwestycje. W tej chwili ponad naszymi głowami pompowane są pieniądze.
Jacek Stochlak: Jeśli wprowadzi się zmiany w pierwszym roku rządzenia, to są szanse, że czwartym będą pierwsze oznaki poprawy. W trzecim, czwartym roku już nikt nic nie zrobi.
Andrzej Amanowicz: A ja wierzę w siłę zdrowego rozsądku polskiego prywatnego biznesu. Od czasu do czasu schowa się w szarą strefę ignorując bezsensowne regulacje. Gdy urośnie w siłę - oddolnie wymusi na rządzących takie zmiany, jakich potrzeba do normalności. I to jest piękne.
Krzysztof Matey: Po tej dyskusji widać,że przynajmniej część polskich menedżerów ma świadomość wyzwań i jest dobrze przygotowana do zarządzania zmianą. Technologie informatyczne zaś nie tylko będą wspierać, ale i inspirować proces zmian, dzięki którym wzrośnie konkurencyjność naszych przedsiębiorstw. Życzmy tego i sobie, i całej gospodarce. Dziękujemy Panom za udział w naszej debacie.