Ludzie IT
"Mister don't agree": Andrzej Rutkowski, kierownik działu IT w Thomson Multimedia Żyrardów
 Andrzej Rutkowski, kierownik działu IT w Thomson Multimedia Żyrardów |
 |
Najpierw pokierował wdrożeniem SAP R/3 w żyrardowskim Thomsonie. Teraz koordynuje rozszerzenie funkcjonalności systemu we wszystkich filiach koncernu w Europie.
Edukacja
W podstawówce był typem naukowca. Ale nie "mola książkowego". Trenował też piłkę ręczną, jeździł na zawody i był prezesem szkolnego klubu sportowego. Fizyka i matematyka interesowały go bardziej, niż tego wymagał program.
Szkołę średnią wybierał z rozmysłem. Zdecydował się na technikum przy warszawskich Zakładach Kasprzaka.
- Szkoła przy takim przedsiębiorstwie dawała możliwość połączenia moich zainteresowań teoretycznych z praktycznymi, do których też mnie ciągnęło - wspomina dzisiaj.
Wybór Politechniki Warszawskiej nie podlegał dyskusji już od niemal podstawówki. Kierunek: fizyka i matematyka stosowana.
Specjalizacją Andrzeja Rutkowskiego była fizyka optyczna. Wtedy na horyzoncie pojawiła się też optoelektronika. - Była na wysokim poziomie, a zarysowana wówczas koncepcja wykorzystania procesów optycznych w komputerach ma szansę się zmaterializować w następnych generacjach sprzętu - ocenia.
Stan wojenny odciął kontakty uczelni ze światem. Studia stały się mniej ciekawe. Perspektywa kariery naukowej nie wydawała się już tak atrakcyjna. W połowie studiów ożenił się i zdecydował, że nie zostanie ani na uczelni, ani nie pojedzie na staż naukowy do Chin, na co namawiał go jeden z wykładowców.
Tematem jego pracy dyplomowej był laser barwnikowy. Musiał go nie tylko opisać, ale i skonstruować. Później urządzenie kupił od uczelni szpital z południa kraju.
Dom
Urodził się i mieszka w Skierniewicach. Tylko w okresie studiów korzystał z akademika, ale i wtedy wszystkie weekendy spędzał w domu. Zwłaszcza że został wiceprezesem spółdzielni mieszkaniowej, która miała umożliwić swoim członkom wybudowanie domków jednorodzinnych. Wtedy Andrzej Rutkowski stał się menedżerem.
Cement, papę, gwoździe, drewno - wszystko trzeba było zdobyć: wychodzić, wyprosić, załatwić, wystać w kolejkach. Pustaki produkował własnoręcznie, w formach, w zakładzie betoniarskim.
Pieniądze na materiały i prace budowlane zarabiali z żoną na truskawkach. Na 30-arowej działce hodowali je razem przez wiele lat. Dlatego śmieją się dziś, że mają dom z truskawek.
Budowa do stanu surowego trwała 3 lata. - Potem musiałem załatwić instalacje wodne, kanalizacyjne, gaz, prąd. Powoływaliśmy komitety, komisje, wysyłaliśmy petycje. W 1990 roku zamieszkałem wreszcie z rodziną we własnym domu - wspomina. Mieszkają tam do dziś.
Rodzina
Mówi o sobie, że ma rodzinny charakter. Żonę zna od podstawówki. Tyle że wtedy uważała go za typ nieprzystępnego naukowca. - Połączył nas Sylwester w stanie wojennym - opowiada. - Nie było wtedy hucznych zabaw, za to kwitły prywatki. Jedną z nich organizowała moja przyszła żona. Spotkała mnie na ulicy i zaprosiła, bo brakowało jej chłopaków. Tego wieczora przekonałem ją, że jestem inny, niż dotąd myślała. Ślub odbył się w 1985 roku, na trzecim roku studiów.
Żona, z zawodu inżynier ogrodnik, przerzuciła się na dziennikarstwo i media. Zakładała m.in. oddział Gazety Wyborczej w Skierniewicach i była redaktorem naczelnym lokalnego dodatku tego dziennika. Teraz jest radną i aktywnie działa w społeczności lokalnej.
Mają dwie córki, 13- i 15-letnią. - Cudowne dziewczyny - mówi o nich ojciec. Starsza ma uzdolnienia plastyczne, młodsza trenuje pływanie, w swojej kategorii jest zaliczana do pierwszej piątki w Polsce.
Praca
W pierwszej po studiach pracy został konstruktorem elektronikiem w firmie wytwarzającej narzędzia pomiarowe. Wraz z zespołem pracował nad sterowanym komputerowo testerem transformatora oraz nawijarką do rdzeni torusowych. Używali wówczas komputerów Olivetti, mieli więc sporo kontaktów z Włochami.
Kiedy trafił do Szkoły Podchorążych Rezerwy, powierzono mu komputer Amiga i zadanie, by symulować loty rakiet przeciwlotniczych.
Po wojsku przyjął ofertę prywatnego inwestora, który w Skierniewicach zakładał gazetę i telewizję lokalną. Formalnie jego funkcja nazywała się informatyk. W praktyce odpowiadał za sprzęt i instalację oprogramowania, ale poza tym składał gazetę, projektował reklamy. - Nauczyłem się użytkowej strony komputera - stwierdza.
Wkrótce swoje usługi świadczył jako firma. Toteż gdy lokalny potentat medialny zbankrutował, Andrzej Rutkowski miał już w Skierniewicach opinię faceta znającego się na komputerach od każdej strony. Zaczął uczyć informatyki w liceach, komputeryzował urzędy gminne i szkoły, w Urzędzie Miejskim zbudował sieć, szkolił pracowników, wdrażał oprogramowanie. - Wtedy też zrozumiałem, że zainstalowanie komputera w przedsiębiorstwie musi przynosić bardzo mierzalne efekty - tłumaczy. - I że samo oprogramowanie nie zmienia mentalności ludzi, że potrzebne są inwestycje w ich świadomość.
Thomson
W 1997 roku francuski wytwórca elektroniki użytkowej poszukiwał załogi dla otwieranej w Żyrardowie fabryki telewizorów. Ogłoszono też konkurs na kierownika działu informatyki. Andrzej Rutkowski wysłał aplikację i wygrał. To była praca etatowa. Z bólem serca zawieszał działalność firmy.
Etap uruchamiania fabryki nie ma nic wspólnego z rutyną. Zakres zadań szefa informatyki był bardzo pojemny. Zmuszał do wysiłku, ale w zamian dawał nowe doświadczenia i umiejętności. Trzeba było stworzyć sieć połączeń z francuską centralą i drugą fabryką Thomsona w Piasecznie, szukać dostawców na sprzęt dla ogromnej liczby pracowników, przypilnować wykonawców sieci. Andrzej Rutkowski współpracował ze swoim szefem, Francuzem, który siłą rzeczy nie znał polskich realiów. Dlatego wiele zadań, zwłaszcza dotyczących komunikacji z zewnętrznymi podmiotami, brał na siebie.
- Powiedziano nam, że jesteśmy fragmentem planu restrukturyzacji, który ma miejsce w całym koncernie - opowiada Rutkowski. - Dziś wiemy, że ten plan się powiódł. Thomson ma 2. miejsce w segmencie TV/Video na rynku amerykańskim i 4. na świecie. A startował z pozycji kryzysowej. Przez te lata miałem okazję nie tylko nauczyć się mechanizmów dużej korporacji, ale obserwować proces jej uzdrawiania.
Dziś żyrardowski Thomson produkuje 2 mln telewizorów rocznie, jest jedyną, poza macierzystym zakładem w Angers, fabryką koncernu w Europie produkującą odbiorniki telewizyjne.
Wdrożenie
Inicjatorem wdrożenia zintegrowanego systemu SAP R/3 w Żyrardowie była sama załoga. Ludzie z działu zarządzania materiałowego odwiedzili kiedyś fabrykę Thomsona w Tajlandii i odkryli, że gospodarze dzięki systemowi nie muszą robić inwentaryzacji. Dlatego w firmie pojawiło się wyrażne oczekiwanie na wdrożenie SAP. Cichą motywacją wielu pracowników był fakt, że uczestnictwo w takim wdrożeniu dobrze wygląda w CV. Wybór systemu nie był akurat problemem, bo SAP jest standardem korporacyjnym.
Po naradzie z centralą postanowiono przeprowadzić reengineering wdrożenia tajlandzkiego. Projekt rozpoczął się w czerwcu ub. roku i prowadzony był przez zespół złożony ze specjalistów z Thomson Multimedia przy współpracy konsultantów z Cap Gemini Ernst & Young (CGEY). Liderem projektu został Andrzej Rutkowski. Opracował koncepcję, dobrał 7-osobowy zespół współpracowników.
Wdrożenie w Żyrardowie miało być częścią globalnego programu implementacji systemu SAP w tej części Thomsona, która zajmuje się produkcją telewizorów. Tyle tylko, że w Żyrardowie i Angers robiono to równolegle, natomiast w Meksyku przyglądano się doświadczeniom polskim oraz francuskim i naśladowano je z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
Prace zakończyły w styczniu 2003 r., po 8 miesiącach, czyli zgodnie z planem. Wdrożenie nie spowodowało żadnych przerw w produkcji. Przeszkolono ponad 300 osób, napisano kilkadziesiąt różnych podręczników stanowiskowych. - Wszystkie etapy prac dokładnie dokumentowaliśmy - opowiada A. Rutkowski. - Chodziło o to, aby nasze doświadczenia dało się w pełni wykorzystać przy innych wdrożeniach w koncernie.
Francuzi z centrali nazwali go "Mister don't agree", tak często nie zgadzał się z dyspozycjami i walczył o realizację pomysłów własnych i swoich współpracowników.
- Wiedzieliśmy lepiej niż centrala, czego nam potrzeba - tłumaczy.
- Najmocniejszą stroną pana Andrzeja jest umiejętność współpracy z zespołem. Pozwala nam samodzielnie myśleć i wykazać swoje umiejętności. Nie stwarza barier w kontaktach z podwładnymi. I trafnym żartem umie rozładować napiętą sytuację - opowiada o nim współpracowniczka Agnieszka Kalin.
Teraz, w II fazie projektu, czeka go wdrożenie rozwiązań pozwalających na modelowanie funkcjonalności w obszarze zasilania produkcji w komponenty. Poza tym planowana jest integracja z korporacyjnym systemem sprzedaży i dystrybucji. W sumie ponad 100 rozszerzeń funkcjonalnych. Andrzej Rutkowski został koordynatorem tych prac na Europę.
Hobby
Rodzina Rutkowskich spędza wszystkie wakacje razem. Uwielbiają górskie piesze wspinaczki, głównie w Tatrach i jazdę na nartach. Razem wybierają się na wyprawy rowerowe. Ostatnio wspólnie polubili konie. Tylko nurkowanie jest domeną pana Andrzeja. Najpierw przyglądał się, jak to robią koledzy. Potem sam skończył kurs, a teraz nie wyobraża sobie wakacji bez tego sportu. Nurkował już z przyjaciółmi podczas 3-tygodniowego urlopu u wybrzeży Kalabrii i kilkakrotnie w jeziorze Piłakno na Mazurach. Planuje kolejne wyprawy.
Wszystkie urlopowe wyprawy dokumentuje na zdjęciach. Lubi fotografować i na wakacjach nie rozstaje się z aparatem.
- Zawsze wykorzystuję cały urlop, niczego nie zostawiam na przyszły rok. Taką mam zasadę - tłumaczy. - Jestem też przeciwny pracy podczas zimowych lub letnich wakacji i nie oczekuje tego od współpracowników. Na szczęście nasz dyrektor generalny też jest tego zdania.
(zbig)